Wielki post ?>

Wielki post

Dawno nie wrzucałem żadnych wpisów, więc wypadałoby, żeby teraz po tak długiej przerwie poszło coś wielkiego. Dobrze by było, gdyby to był wielki post. Co mogę Wam takiego ważnego dziś powiedzieć?Chcę, żebyście wiedzieli, że Bóg Was ukochał, tak po prostu, zupełnie za darmo. Nie pytał się, co Mu dasz, co będzie miał z tej miłości. Po prostu ukochał. I to na maxa! Pokochał Cię całym sobą i się cały w to zaangażował. Wysłał swojego Syna – Jezusa, który oddał za Ciebie swoje życie.

Jakże cennym dzieckiem jesteś dla Boga! Jesteś dla Niego kimś niezwykłym wyjątkowym, upragnionym.

Bóg zdecydował się Ciebie ukochać, zanim się jeszcze pojawiłeś na tym świecie. Już w brzuchu mamy byłeś najbardziej ukochanym i chcianym przez Boga szkrabem. Jeszcze o tym nie miałeś pojęcia, a już Bóg spoglądał na Ciebie uważnie, śledził każdy Twój ruch – taki Tato, patrzący na raczkującego berbecia.

Zanim się jeszcze narodziłeś, Bóg znał już historię Twojego całego życia. Dobrze wiedział o każdym upadku, o każdym grzechu i każdym odrzuceniu Jego miłości. I wiesz co? To nie przeszkadzało Mu Cię ukochać. Zdecydował się być przy Tobie. Po prostu.

Pozwól Mu się ukochać. Jeśli nie wiesz, co masz zrobić, po prostu powiedz o tym Bogu, proś Go o serce otwarte na łaskę. Poproś, żeby Cię przytulił swoją Miłością. Bóg Cię kocha. Po prostu 🙂

P.S. A Kościół dzisiaj właśnie wspomina dzień, w którym Bóg jeszcze raz przejął inicjatywę w historii człowieka – dzisiaj Bóg przyszedł na świat, znalazł schronienie w łonie Dziewicy, aby za 9 miesięcy móc się dla każdego z nas narodzić.

 

Krzyżowanie planów ?>

Krzyżowanie planów

Już któryś dzień z kolei mam plan napisać wam o jednej rzeczy, a Pan Bóg znowu go krzyżuje.
Dzisiaj bardzo osobiście.
I możecie powiedzieć, że się powtarzam, ale Pan Bóg zaskakuje. Serio.
W sobotę mieliśmy nabożeństwo pokutne. Zadaniem wspólnoty, do której należę była obstawa muzyczna i liturgiczna spotkania modlitewnego. Spodziewaliśmy się co najwyżej czterech ławek zapełnionych nawet nie po brzegi.
Kiedy nadeszła 19:00, kościół był pełen ludzi. Szliśmy w pełnej asyście, z trybularzem, majestatycznie podczas śpiewu. Półmrok. Oświetlone głównie prezbiterium. Dym unoszący się nad ołtarzem po okadzeniu, jak słup Obłoku, który prowadził Izraelitów przez pustynię.
Potem była adoracja i myślałem, że nie potrzebuję spowiedzi, byłem przecież w czwartek, ale kiedy tak klęczałem przed Panem, to pokazał mi, że nadal są w moim życiu rzeczy, których Mu nie oddałem, których głośno nie nazwałem po imieniu, które muszę Mu wyznać na spowiedzi, by je zabrał i wybaczył mi to wszystko.
Siedząc w prezbiterium zachwycałem się Panem, a kiedy zszedłem do ławki na kościele, to Pan mnie jeszcze bardziej zachwycił.
Kiedy poszedłem do spowiedzi, ojciec powiedział mi takie słowa, cytując o. Augustyna Pelanowskiego OSPPE, że Pan Bóg czasem dopuszczasytuacje, żeby nam się coś rozwaliło w drobny pył, żeby na tym zbudować coś o wiele piękniejszego.
I wiecie co? Widziałem twarze ludzi odchodzących od spowiedzi… Na ich twarzy było widać, że przeżyli to, co ja, czyli doświadczenie niesamowitej wielkości i nieskończonej miłości Pana Boga. Niewiele osób wyszło przed końcem, a trwało to prawie 2h, tak Pan Bóg ich ,,wciągnął”.
Dzisiaj Pan Bóg krzyżował wszystkie moje plany. Wszystko mi pozmieniał i wiecie co? Jestem Mu za to niezmiernie wdzięczny.
Pan pokazał mi właśnie w sobotę, że ten Wielki Post ma tym właśnie być – czasem krzyżowania. Krzyżowania moich planów.

17097198_1718387718452885_4257392683666407316_o

PS On chyba naprawdę chciał potwierdzić moje słowa swoimi czynami i przez dwa dni nie mogłem dodać tego postu, bo w sobotę internet mi przestał działać jak chciałem napisać, a wczoraj, w niedzielę, nie miałem możliwości napisania. Mówiłem już wam, że Pan Bóg jest niesamowity?

Zdjęcie by MT

Modlitwa? Post? ?>

Modlitwa? Post?

tumblr_mifjzvKeDq1r7k37eo1_500

Pan Bóg jest naprawdę zaskakujący. Wiecie co? Wziąłem dzisiaj Słowo z myślą, że nic mi Pan przez nie nowego nie powie. I zaskoczył mnie i Słowem, i czymś jeszcze, ale o tym potem.

Dotychczas wydawało mi się, że czas Wielkiego Postu, to czas wyciszenia (w końcu nie ma hucznych zabaw), a dzisiaj w czytaniu słyszymy:

Krzycz na całe gardło, nie przestawaj! Podnoś głos swój, jak trąba!

O co chodzi? O to, że ja często nie wiem, o co właściwie z tym Wielkim Postem chodzi.
To czas odkrywania siebie, poznawania swoich słabości i zapraszania w ich miejsce Pana. Wykrzykiwania ich przed Panem. Ale w tym wszystkim nie mogę się skupić tylko na sobie. Mam być świadkiem w świecie. Trąbą, która będzie sprawiać, że ci obok zastanowią się nad własnym życiem.

Szukają Mnie dzień za dniem, pragną poznać moje drogi, jak naród, który kocha sprawiedliwości nie opuszcza Prawa swego Boga. Proszą Mnie o sprawiedliwe prawa, pragną bliskości Boga: Czemu pościliśmy, a Ty nie wejrzałeś? Umartwialiśmy siebie, a Tyś tego nie uznał?

Pan mówi mi dzisiaj, że Go szukam, że pragnę Jego bliskości i jest to prawdą, ale pokazuje mi także, że czasem jest to trochę udawane, bo nie ma to odbicia w moim życiu. Świadczą o tym zadawane pytania. Bo ja często zapominam, o co tak naprawdę chodzi w poście. Post ma na celu przede wszystkim przemienić mnie, a nie skłonić Boga do wysłuchania mojej prośby. Bo mogę mówić, że szukam Boga, podejmować różnego rodzaju ćwiczenia duchowe, a być ostatnim chamem, który nie ma w sobie ani grama miłości do drugiej osoby. Bo w tym poście chodzi o przemianę serca, o uwolnienie, o to, by przygotować się na Exodus. To ma być czas ,,niszczenia bożków”, żeby Pan mógł mnie wyprowadzić z mojego Egiptu. Żebym nauczył się rozpoznawać Jego głos, a żeby i On poznał mój głos, bym, gdy zawołam do Niego o pomoc, On odpowiedział: Oto jestem!

A teraz modlitwa.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W dzisiejszym drugim czytaniu Godziny Czytań mamy niesamowity fragment z Ojców Kościoła, właśnie (uwaga, to będzie szok)… o modlitwie!
Czytamy tam:

 

Modlitwa i rozmowa z Bogiem stanowi najwyższe dobro. Jest bowiem źródłem zjednoczenia i jedności z Panem, i podobnie jak oczy cielesne patrząc na światło zostają oświecone, tak samo i duch zatopiony w Bogu doznaje oświecenia Jego nieomylnym światłem

To dzięki modlitwie mogę trzeźwo patrzeć na świat. To modlitwa sprawia, że mogę widzieć wyraźnie, że czasem mimo ciemności, wiem, gdzie mam iść. Modlitwa sprawia, że nasze życie nabiera smaku, że sól naszego chrześcijaństwa nie traci smaku, ale cały czas jest wyrazista. Modlitwa jest solą Bożej miłości, która jeżeli jest nieustanna, sprawia, że wszystko, co czynimy, jest przyjemne dla Pana.

Modlitwa jest światłem duszy, prawdziwym poznaniem Boga i pośredniczką między Nim a ludźmi. Uniesiony przez modlitwę duch ludzki osiąga wyżyny nieba i obejmuje Boga niewypowiedzianym uściskiem, pożądając Boskiego mleka, jak dziecko przywołujące płaczem swoją matkę. Przedstawia własne pragnienia, a otrzymuje dary niewypowiedzianie doskonalsze od wszelkiej widzialnej rzeczywistości.

Niesamowite, jak dla mnie. Dzięki modlitwie mogę poznawać samego Boga, ona rozświetla moją duszę swoim światłem.
Jakże często tak bywa,  że gdy wejdziemy w pełni w modlitwę, to nie chcemy przestać. Były takie momenty w moim życiu, że naprawdę doświadczyłem tego uniesienia duszy w czasie modlitwy. A kiedy trzeba było kończyć, to nie chciałem, wywoływało to we mnie ogromną tęsknotę za Panem. To na modlitwie doświadczałem tego objęcia, takie przytulenia przez Boga.

Jeżeli Pan udzieli komuś daru takiej modlitwy, ten posiada nieprzebrane bogactwo i pokarm niebieski nasycający duszę. Kto skosztuje tego pokarmu, ten zapłonie wiecznym pragnieniem Boga jak najgorętszym ogniem, który będzie trawił jego ducha.

Dlatego warto prosić o dar modlitwy, bo jak raz już się nim zapalisz, to nie będziesz nigdy chciał przestać.

Uprawiając ze szczerością modlitwę przyozdabiaj swój dom skromnością i pokorą, aby jaśniał światłem sprawiedliwości. Upiększaj go dobrymi czynami jak wyborną blachą błyszczącą, a w miejsce murów i ozdobnych kamieni uświetnij go wiarą oraz wielkodusznością. Ponad tym wszystkim niech się wznosi modlitwa jako uwieńczenie domowego budynku, który wznosisz dla Pana. W tym wspaniałym, królewskim pomieszczeniu przyjmiesz Tego, którego obraz już posiadasz w świątyni swojej duszy dzięki Jego łasce.

Modlitwa w Wielkim Poście jest więc też po to, żebym poznawał Pana, ale także po to, żebym porządkował swoje życie, bym uprzątnął wszelkie brudy i zaprosił do niego Jezusa.

I pamiętaj: w Wielkim Poście nie chodzi o post sam w sobie. Chodzi o człowieka i o Boga, i o relację między nimi. Chodzi o miłość.
Bo Wielki Post, to też czas nauki miłości od samej Miłości.

 

Weź i nieś ?>

Weź i nieś

krzyż

Wielki Post. W drugi dzień tego niezwykłego okresu słyszymy:

Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje

Dość mocne słowa, jak na początek.
Już teraz, właśnie dziś Pan mówi mi, żebym się zaparł samego siebie. Żebym wziął to, co jest w moim życiu trudne, to, przed czym od jakiegoś czasu uciekam, żebym to wziął na ramiona i szedł razem z Nim. To jednak nie wszystko. Mówi także: Niech Mnie naśladuje. Właśnie tak. Z tymi problemami na plecach, z tym, co boli, mam naśladować Chrystusa. Co to oznacza? To oznacza, że mam kochać. Miłować każdego, kogo napotkam.

Jezus nie mówi: Oddaj Mi swój krzyż, ale mówi: Weź krzyż i Mnie naśladuj.
On pokazał, jak się niesie krzyż, bo już go kiedyś zaniósł na Golgotę. Teraz czas na mnie, bo bez tego nie poznam w pełni Chrystusa. W końcu to na drzewie krzyża oddał za mnie życie, bym ja życie zyskał. Mam go naśladować. Iść Jego śladami. Kochać.

Niech ten okres Wielkiego Postu będzie czasem NADZIEI, że narodzi się we mnie Nowy Człowiek. Bo chodzi o to, żeby przez ten czas Pan mnie oczyszczał, żeby usuwał ze mnie Starego Człowieka, by zrobić miejsce chrześcijaninowi – człowiekowi Chrystusowemu.
Dlatego na koniec pomódlmy się dzisiejszą modlitwą Kościoła:

Wszechmogący Boże, uprzedzaj swoim natchnieniem nasze czyny i wspieraj je swoją łaską, † aby każde nasze działanie od Ciebie brało początek * i w Tobie znajdowało dopełnienie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

Powód do narodzin ?>

Powód do narodzin

Abraham nie zawahał się poświęcić swojego jedynego syna z miłości do Boga. Bóg jednak nie chciał śmierci chłopca, powstrzymał rękę sprawiedliwego.  Minęło trochę czasu od tamtej pory, a Bóg stanął w takiej samej sytuacji – oddał w ręce ludzi swojego ukochanego Syna, który 33 lata później miał zginąć na drzewie krzyża, by odkupić wszystkich.

Taka myśl przychodzi mi do głowy, kiedy minął liturgiczny okres Bożego Narodzenia. To Dziecię narodziło się, żeby swoją śmiercią dać mi życie, które nie będzie  miało końca. Nieraz zastanawiam się, co przeżywał Bóg Ojciec, kiedy mały Jezus przychodził na świat w stajni, kiedy pasterze zdążali za radą aniołów, kiedy królowie zmierzali do Chrystusa prowadzeni przez gwiazdę.

Radość Świąt Bożego Narodzenia to nie bombki, choinka, prezenty, śnieg, renifery i inne bzdety. To radość z tego, że się zaczęło – że Bóg przyszedł naprawić życie, uratować człowieka, wszedł w jego codzienność bez taryfy ulgowej. Przyszedł Oczekiwany, przyszedł uzdrawiać i łatać ludzkie serca, dawać pokój, nadzieję, zwracać chęć do życia, podnosić z gnoju grzechu. On sam jeden w imieniu całej ludzkości oddał Bogu to, co było sprawiedliwe – miłość. On sam jeden w imieniu całej ludzkości oddał Bogu to, co było sprawiedliwe – miłość. On sam jeden stał się jednym z nas, tak ludzkim jak my, żeby pokazać, że można przeżyć życie w pełni miłości wobec Ojca – kochając Go i pozwalając Mu się ukochać. Jezus pokazał, że da się. Jezus swoją śmiercią i zmartwychwstaniem dał nam ludziom tyle łaski, że da się. Możemy.

To jest radość Bożego Narodzenia, która trwa mimo, że mija styczeń, luty… zaczyna się nowy grudzień. Amen.

baby-1681181_960_720

Gość z więzienia miał rację ?>

Gość z więzienia miał rację

Trzeba zająć się albo życiem, albo umieraniem powiedział – jeden z bohaterów genialnego filmu Skazani na Shawshank. Wiecie co? Miał rację. 

Nasz pobyt na tym świecie jest zbyt krótki, aby go marnować. Niezdecydowanie, rozchwianie i brak konkretów to istne plagi porażające dzisiejszą ludzkość. Zajmujemy się po trochę życiem, po trochę umieraniem. Nieco kochamy, cząstkowo poznajemy innych ludzi, ostrożnie angażujemy się w otaczającą nas rzeczywistość. Jesteśmy tak nieśmiali w czynieniu dobra i kroczeniu właściwą ścieżką… Wygląda tak, jakbyśmy chcieli kochać na próbę, żyć na próbę, a przecież tak się nie da – i to nie moje słowa, powtarzam to po św. Janie Pawle II.

Nasze życie na ziemi jest zbyt krótkie, żeby je marnować. Nie ma czasu na wahanie się, na szczątkowe życie, szczątkową wiarę. Idźmy na całość!

Jezus wykazał się olbrzymim zdecydowaniem – oddał swoje życie na krzyżu, zbawił całą ludzkość. Wiedział, co chce zrobić. Jezus zdecydowanie chce zmieniać nasze życie na lepsze, czynić je pełnym łaski i cudów. Wyciąga swoją rękę, aby podnieść każdego z dołu grzechu, smutku i samotności. Tylko od nas zależy, czy odpowiemy Chrystusowi.

Kto zaryzykuje i zaufa Panu, nie zawiedzie się. Kto Mu powierzy swoje życie, będzie żył w pełni, na maxa. Nie bójmy się żyć na maxa, modlić się na maxa, na maxa uczestniczyć w Eucharystii. Inaczej życie będzie nas nudziło, a chrześcijaństwo męczyło. 

Nie bójmy się otworzyć Panu drzwi naszych serc. Nie bójmy się otworzyć ich szeroko na oścież, a nawet wyjąć ich z zawiasów! Dajmy Bogu pełny dostęp do naszego życia, a wtedy będziemy przeżywać je w pełni.

Zajmijmy się życiem albo umieraniem. Bądźmy konkretni i konsekwentni. Zajmijmy się życiem i to na maxa! Żyjmy, kochajmy, módlmy się, jeździjmy na desce, pieczmy ciasta na maxa! Idźmy na całość! Tak właśnie robili  święci. Na tym właśnie polegała ich świętość.

 Skazani-na-Shawshank1

PS: Jak już przeczytacie posta, to zróbcie konkretne postanowienie. Co możecie zrobić, żeby Jezus mógł działać całym sobą w Waszym życiu? Do jakich miejsc, relacji, sytuacji nie chcecie Go wpuścić? Gdzie żyjecie tylko szczątkowo?

Z drzewa chyba spadłeś… ?>

Z drzewa chyba spadłeś…

(Łk 19,1-10)

Wysoki urząd, niski wzrost, gęsty tłum. To problemy Zacheusza z dzisiejszej niedzielnej Ewangelii. I co tu, kurcze, można poradzić? Jak jest się zwierzchnikiem poborców podatkowych z ramienia okupanta i zbija się krocie na łapówkach (przynajmniej według opinii innych ludzi), to się raczej nie jest ulubieńcem tłumu. Jest się jak kibic Wisły Kraków wśród Legionistów. Nic miłego się o sobie nie usłyszy, a czasem i bęcki można zarwać. W taki tłum się raczej nie ciśnie. Nikły wzrost sytuacja nie poprawia. Oprócz złowrogich pomruków można usłyszeć jeszcze zdawkowane „kurdupel”.

Jak się jest słabym grzesznikiem, to po co cisnąć się ze swoją marnością do wspaniałego Boga? Po co? Toż to wstyd! Co ludzie powiedzą? „On taki złodziej-kurdupel się nagle nawrócił i do kościółka zaczął chodzić, a swoje pewnie dalej robi” – idę o zakład, że takie komentarze opadły szybko na Zacheusza. I jestem pewien, że on się z nimi od początku liczył, wiedział, że go spotkają. Liczył się z tym, że włażąc na drzewo stanie się widowiskiem, że wszyscy zobaczą jego słabość, małość, grzeszność. Zaryzykował mimo to.

Dobrze, że Zacheusz miał to gdzieś. Dobrze, że Bóg w swojej wyobraźni miłości jest w stanie przewidzieć, że grzesznik do nawrócenia może potrzebować drzewa. I Bóg wcześniej zaaranżował drzewo. Bo przecież drzewo samo z siebie nie urośnie ot tak, z dnia na dzień.

Jak się jest słabym grzesznikiem, to trzeba cisnąć do Boplane-tree-511483_960_720ga nawet po drzewie – jeśli okazuje się to skutecznym sposobem. Bóg daje drzewa nie bez powodu, różne drzewa. Proszę, bądźmy na tyle szaleni, żeby po nich się wspinać. Wspinać się, żeby chociaż zobaczyć Mesjasza. Takie huligaństwo jest błogosławione. Ono wręcz zmusza Boga, żeby wszedł w nasze życie. Idźmy do Boga i nie patrzmy, co powiedzą inni. Chcemy, żeby Bóg był u nas stałym gościem, czy nie?

Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany.

A jak ktoś złośliwy się spyta, czy z drzewa nie spadliśmy, odpowiedzmy mu z radością, że tak, spadliśmy – i to z sykomory 🙂

P.S. Jestem ciekawy miny Zbawiciela, kiedy zobaczył Zachiego na drzewie.
Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło.

Z tym nie czeka się do ślubu… ?>

Z tym nie czeka się do ślubu…

… więc dlaczego czekamy? Dlaczego stanowi to temat tabu, skoro jest sprawą tak bardzo ludzką, właściwą każdemu człowiekowi? Czemu o tym się nie mówi powszechnie? Czy należy się tego wstydzić? Można to robić czy nie? Odpowiedź nie może być inna niż taka: zdecydowanie można, a nawet powinno się. O czym mowa? A o dążeniu do świętości 🙂

Przepraszam za tą małą prowokację, ale nie mogłem się oprzeć. Po prostu musiałem. No bo, jeju, panuje jakiś bezsensowny pogląd, że o bycie świętym to najlepiej się w ogóle nie starać, bo to bez sensu, a poza tym to i tak niemożliwe albo, jeśli już, to można o tym zacząć myśleć dopiero około wieku emerytalnego, kiedy człowiek przeżyje już swoje i nie pozostanie wiele czasu na „marnowanie się” w kościele. Beznadziejne jest takie myślenie. Albo myśli się, że bycie świętym jest tylko dla wybrańców, zwłaszcza osób konsekrowanych – księży, zakonników, zakonnic; szary człowiek może o tym zapomnieć.

Świętość jest sprawą tak naturalną w człowieku jak latanie u kolibra, wpisaną w niego głęboko. Tylko czemu jest wśród nas tyle zadeklarowanych nielotów z wpojonym (i nieuzasadnionym) lękiem wysokości? Dlaczego dotyczy to również nas – ludzi młodych? Życie tak na maxa chrześcijańskie to nie marnowanie energii, czasu, młodości, ale właśnie prawdziwa pasja i źródło powera do robienia wspaniałych rzeczy i rozwijania się.

Już trzeci rok studiuję na Politechnice Warszawskiej, nauki jest sporo, snu mało, roboty nawał, czasu jakoś nieproporcjonalnie do tego, a żyję i chce mi się żyć i cieszyć się życiem, bo jest przy mnie Jezus. I to właśnie On zmienia moją warszawską szarówę w przygodę życia, nadaje werwy mojemu istnieniu we Wszechświecie. Spotykam się z Nim regularnie, żeby ogadać to i owo lub po prostu posiedzieć chwilę. Staram się pracować nad sobą, zmieniać się, aby być coraz bardziej do Niego podobnym, żyć coraz bardziej Ewangelią. Lubię różaniec, Pismo Święte, Mszę, spowiedź, 10 przykazań i wcale mnie to nie ogranicza, powiem więcej: rozwija mi skrzydła. Ani Bóg, ani dążenie do świętości nie przeszkadza mi w cieszeniu się życiem, w spotkaniach z dziewczyną, kumplami, odpoczywaniu, rozwijaniu zainteresowań (np. pewną sztuką cyrkową). Serio.

Nie chcę ze świętością czekać ani do ślubu, ani do późnej starości, ani nawet do jutra. Chcę być święty już teraz!

Nie chcę być kurczakiem, ale zasuwać po niebie 🙂

P.S. Ten żniwiarz śmierci z kosiarką do trawy to manifest przeciwko wymysłom imperialistyczno-komunistyczno-durnym, że ze świętością to warto poczekać do późnej starości, a najlepiej to do zgonu.

Wiersz dla dziewczyny ?>

Wiersz dla dziewczyny

Gdybym napisał najpiękniejszy wiersz na świecie i codziennie wieczorem czytał go mojej dziewczynie albo lepiej – czytał go przy każdej możliwej okazji, zamiast z nią rozmawiać, jak myślicie, byłaby zachwycona? Czy w ogóle po roku takiej relacji powstałoby coś więcej między nami? Czy poznałbym ją lepiej? Czy dałbym szansę rozwinąć się naszej miłości? I chociaż taka sytuacja wydaje się dość absurdalna – być z dziewczyną i nigdy z nią nie rozmawiać, tylko recytować jej wiersz, to zdarza się bardzo często na płaszczyźnie człowiek – Bóg.

writing-1209700_960_720

Nieraz się na tym łapię, że moja modlitwa zmienia się w odmawianie wyuczonych formułek, w mówienie pacierza. Nie mówię, że  modlitwy typu „Ojcze nasz” czy litanie są złe. O nie! Są one skarbem Kościoła, znakomitą pomocą, ale podstawą w życiu chrześcijanina powinna żywa być modlitwa – rozmowa z Bogiem. Wiecie co, kiedy moja modlitwa staje się tylko biernym odmawianiem tekstów, moje chrześcijaństwo zamiera, modlitwa mało mi daje, nie odnajduję w niej ani pociechy, ani pomocy do działania. Wtedy modlitwa staje się tylko obowiązkiem, który chcę jak najszybciej zrealizować. Wtedy nic mi się nie chce robić. Co innego, kiedy staję przed Bogiem i chcę Mu powiedzieć, co się u mnie dzieje i chcę posłuchać, co ma mi do powiedzenia. Wtedy modlitwa wbija na zupełnie inny poziom i niejednokrotnie staje się petardą dla mojego życia – duchowego, ale też „cywilnego”. 

Jak wygląda moje mówienie do Boga łatwo sobie wyobrazić. Ale o co chodzi z tym słuchaniem? Rozwijam wątpliwości – nie słyszę głosu z obłoku. Kiedy tak sobie siedzę czy klęczę i rozmyślam o Panu Bogu, On podsuwa mi pomysły, kieruje moje myśli na róże tory, pozwala dostrzec różne rzeczy w moim życiu, zobaczyć coś w innym świetle. Albo też przez tekst Pisma Świętego  – kiedy je rozważam, zwraca uwagę na ważne sprawy. Tak to u mnie działa 🙂

Jak myślicie, czy gdybym recytował mojej dziewczynie nawet kilka razy dziennie wiersze, ale nie zamieniał przy tym żadnego słowa, nie pytał się, co u niej słychać ani nie dzielił się tym co u mnie, czy miałbym szansę zostać kiedyś jej narzeczonym, a potem szczęśliwym mężem? Czy dalibyśmy się radę poznać? Zbliżyć się do siebie?

Apokalipsa vs przytulenie ?>

Apokalipsa vs przytulenie

Nie tylko chrześcijańską, ale także bardzo ludzką rzeczą jest kogoś przytulić i tym samym okazać mu, jak dobrze, że jest. To nie kosztuje wiele, nawet nic nie kosztuje, a efekt jest często powalający.

Może generalizuję i przedstawiam przejaskrawioną i przesadnie apokaliptyczną wizję naszej cywilizacji, ale czuję, że dzisiaj spędzamy więcej czasu przed telewizorem, komputerem czy telefonem w ręku niż przy drugim człowieku. Nieświadomie izolujemy się, marnotrawimy czas, który nigdy już nie wróci. Nasza młodość nieraz jest gorsza od starości staruszków. Oni, chociaż mają swoje lata, spędzają więcej czasu wśród innych ludzi niż my. Kurde! Co jest? Co przyniesie więcej dobra – godzina spędzona na przeglądzie demotów albo innych kiczy czy może kwadrans poświęcony na wypicie herbaty z przyjaciółką? Co zaowocuje radością, która zachowa się w pamięci – granie na serwerach w nie wiadomo jak zaawansowane gry czy pokopanie piłki z młodszym bratem?

Kochani, jesteśmy niesamowitym darem dla drugiego człowieka. Jesteśmy w stanie uczynić świat o niebo lepszym, po prostu do niego wychodząc, spotykając się ludźmi, dzieląc się samymi sobą. 

Kochani, rzucam Wam wyzwanie – kto nie pęka niech do kolejnej soboty przytuli codziennie choć jedną osobę i poświęci minimum 15 minut na życzliwą rozmowę z drugim człowiekiem. Tyle wystarczy, by zmienić świat. 

Więc jak? Będą jacyś odważni?

bear-1236446_1920